
Moje dziewczynki też były zachwycone ;) Nie na co dzień mogły nakarmić i pogłaskać jelonka :)

Niestety na górskie szlaki moje maluchy są jeszcze za małe, przejście 3 km to dla nich nie lada wyczyn, dlatego ograniczaliśmy się do zwiedzania najbliższych okolic. Kiedy mój małżonek udawał się na degustację produktów miejscowego browaru, ja chłonęłam klimat miejscowych knajpek wyszukując w nich ręcznie robionych cudów.
Wspominałam już wcześnie, że udało mi się być na dożynkach w Koniakowie. I powiem, że było to niesamowite przeżycie. Nie mogłam oczu oderwać od ubioru góralek. Każda suknia była ręcznie haftowana. Góralki twierdziły, że same je haftują na swoje wesele. Do tego, każda z nich robi swój własny koronkowy czepiec. Prawie każda z nich miała szydełkową chustę lub szal.Musiałam dziwnie wyglądać, gdy tak podążałam za nimi z aparatem pstrykając im zdjęcia raz po raz:)
Udało mi się również zwiedzić ich wystawę koronek. Naprawdę piękne prace. Choć oglądając serwetkę za serwetką przemknęła mi przez głowę, może troszkę zarozumiała myśl, że przecież też taką jestem w stanie zrobić, że to nie żadna filozofia. Znalazłam też prace, które zrobiły na mnie naprawdę piorunujące wrażenie: godło, krzyż i wspaniały obrus (takie dzieło powstawało przez ponad trzy miesiące). Szczerze podziwiam ich technikę, aż przechodzą mnie ciarki na myśl o ilości nitek, które trzeba pochować.
Z lekkim żalem wracałam do domu.


Fantastyczne miejsce, dobrze mieć upatrzone takie lokale, gdzie można z dziećmi spokojnie się "wakacjować".
OdpowiedzUsuń